sobota, 8 lutego 2014

Imagin V

Wracałam do domu układając sobie w głowie całą przemowę, którą chciałam mu powiedzieć. Kocham go, naprawdę, ale nie radzę już sobie z tym wszystkim. Uznałam że już najwyższy czas powiedzieć mu co czuje. Chciałam mu wszystko wygarnąć. Dotarłam do domu, nie było go na dole więc wbiegłam po schodach na pierwsze piętro. Znalazłam go w naszej sypialni, chciałam się odezwać ale kiedy go zobaczyłam głos utknął mi w gardle. Siedział oparty o ścianę pod oknem, nie zwrócił nawet na mnie uwagi, jego wzrok był wlepiony w strzykawkę którą trzymał w rękach.
-Niall…-jęknęłam cicho. Jego błękitne oczy powędrowały na mnie. Czułam że w do moich oczu napływają łzy, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. Znowu to robi, a ja tak cholernie chciałam podejść i wyrwać mu to świństwo z rąk ale stałam sparaliżowana.
-Gdzie byłaś? –spytał ochrypłym głosem.
-U Matry.
-Całą noc? –warknął.
-Tak, a co miałam robić? Siedzieć i patrzeć jak się zabijasz? –wyrzuciłam ręce w powietrze. Nie odpowiedział, no w sumie co miał powiedzieć. –Niall myślę że to już zaszło za daleko. –znowu nic nie powiedział tylko na mnie patrzył. – Powiedz coś.
-Co? Co mam mówić Kate?
-Musisz przestać.
-To niemożliwe.
-Nie! Nie ma rzeczy niemożliwych, zabijasz się nie rozumiesz? Dlaczego nie przestaniesz? Albo chociaż nie spróbujesz?
-Bo nie umiem! Myślisz że nie chcę? Cholernie chciałbym to zostawić i żyć jak każdy inny, ale nie umiem, wszedłem w to zbyt głęboko i już się z tego nie wygrzebię, nie dam rady rozumiesz?
-Jakbyś naprawdę chciał to zostawić zrobiłbyś to, próbowałbyś, mogłabym ci pomóc, z reszta cały czas chce ci pomóc ale ty mnie odpychasz. Nic nie robisz z tym, tylko się zabijasz, a najgorsze jest że robisz to świadomie i że nie obchodzi cię nikt inny, twoja rodzina, przyjaciele, ani nawet ja.
-Nie mów tak, jesteś dla mnie najważniejsza, kocham cię. –powiedział to tak oschle że nie byłam pewna czy mam w to wierzyć.
-Gdyby tak było dałbyś sobie pomóc.
-I tak już nie ma dla mnie ratunku.
-Czyli wolisz się zaćpać na śmierć?! –krzyknęłam, nie wytrzymałam łzy spłynęły po moich policzkach. To było straszne, widziałam jak się zabija, a nie mogłam mu pomóc. Co miałam robić? –Jeśli już serio nie chcesz zrobić tego dla siebie to zrób to dla mnie! – pokręcił tylko głową. Przykucnęłam przed nim, opierając ręce na jego kolanach. –Zabijasz się.
-Bez tego też nie przeżyję. –spuścił wzrok.
-Na pewno pożyjesz dłużej niż z tym. –znów tylko pokręcił głową. Dlaczego to musi być takie trudne?- Czyli nie odpuścisz za nic? Zawsze wybierzesz to gówno?
-Przepraszam, ale tak. –powiedział smutno. Moje serce chyba się na chwilę zatrzymało.
-A jakbyś miał wybierać między mną a tym, to co? – spytałam. Jego oczy szeroko się otworzyły.
-Nie wiem, nie umiem wybrać. Nie przeżyje ani bez tego, ani bez ciebie. Zrozum ze nie ma dla mnie ratunku. Nie ważne jaką drogę wybiorę. Jeśli będę dalej ćpać to umrę, jeśli to odstawię umrę, jeśli odejdziesz umrę, jeśli zostaniesz to i tak umrę nie ważne czy przestane brać czy nie. Z tej sytuacji nie ma wyjścia.
-Zawsze jest jakieś wyjście, może chujowe ale jest. –próbowałam mimo wszystko go przekonać.
-Moim wyjściem z tej sytuacji jest śmierć. – nie wierzyłam w to, że to mówił, jak on mógł, on się z tym od tak pogodził, przerażało mnie to. – Zrozumiem jeśli odejdziesz, kto chciałby być z ćpunem? –nie byłam w stanie z wydusić z siebie słowa. Załkałam cicho. – Idź. Znajdziesz sobie lepsze życie, lepszego chłopaka.
-Nie, nie ma lepszego, Niall kurwa kocham cię. –płakałam, widziałam go coraz gorzej przez łzy w oczach. Przyłożył strzykawkę do ręki. Chciała go powstrzymać, ale wyprzedził mnie.
-Nie mów nic, to bez sensu i tak to zrobię. Odejdź, zapomnij o mnie, ale nie zapominaj że cię kocham i nigdy nie przestanę. Przepraszam. –powiedział i wstrzyknął sobie do krwi kolejną porcję narkotyków. Odsunęłam się od niego. Nie umiałam na to patrzeć.
-Nienawidzę cię! –wrzasnęłam i wybiegłam z pokoju. Chwiejnym krokiem zbiegłam po schodach nie przestając płakać. Zatrzymałam się na końcu, nie mając na nic siły usiadłam na podłodze i płakałam dalej. Spojrzałam w górę, stał u szczytu schodów, patrzył na mnie jakby nigdy nic się nie stało. Widziałam jego przekrwione oczy, worki po nimi, suche usta. Mimo wszystko nie obchodziło go nic, przynajmniej tak wyglądał. Po chwili ruszył się i zaczął schodzić po schodach. Zerwałam się na równe nogi, chciałam stamtąd uciec, ale wtedy Niall zachwiał się na schodach, nie zdążył chwycić się barierki. Zaczął spadać, krzyknęłam przerażona kiedy jego ciało wylądowało koło moich stóp.
-Niall! –uklęknęłam obok niego, chwytając jego twarz w dłonie. –Niall, proszę otwórz oczy. –załkałam. Nie wiedziałam co robić, co się z nim stało, czy to koniec? Nie, odpędziłam szybko tę myśl. Drżącymi dłońmi wybrałam numer na pogotowie. Dławiąc się łzami wyjaśniłam mojemu rozmówcy co się stało, powiedzieli że zjawią się jak najszybciej jak to możliwe. Cały ten czas oczekiwania na karetkę spędziłam nad ciałem mojego ukochanego, trzymając w dłoniach jego twarz i wycierając zakrwawione czoło. Kiedy przyjechali zrobiłam im miejsce żeby mogli wnieść nosze czy coś tam, ale tego nie zrobili. Nie pewnie patrzyłam na wszystkich lekarzy. Tylko jeden z nich przykucnął przy Niallu i przyłożył palce do jego szyi, po czym spojrzał na mnie smutno. Nie wiedziałam co się dzieje, dlaczego go nie ratują, czemu tylko się tępo patrzą. Lekarz pokiwał przecząco głową do reszty. W końcu podeszli do Nialla i wynieśli go z domu.
-Przykro mi. –powiedział lekarz.
-C-co? Niby czemu? –byłam zdezorientowana.
-On nie żyje. –powiedział cicho. Moje serce się zatrzymało. To niemożliwe, to się nie dzieje naprawdę. –Niedługo dowiemy się co było dokładną przyczyną śmierci. Będziemy dzwonić. Potrzebuje pani pomocy lekarskiej? – pokręciłam głową, jedyne czego pragnę to być sama. –Na pewno?
-Tak. –wydusiłam z siebie. Wyszedł. To koniec. Zabrali mi go. Na zawsze.

Kiedy wtedy powiedział mi, że kiedy odejdę umrze nie sądziłam, że mówił prawdę i że to się stanie tak szybko. Umarł od upadku, od tego cholernego upadku. Może gdybym nie wyszła nie stało by się to, gdybym z nim została, gdybym nie była taka samolubna. To mnie tak bolało, to nie miało się stać, nie teraz i nie w ten sposób. Nie miałam teraz na nic siły, nawet już nie płakałam. Tylko żałowałam. Może i miał rację, że umarłby wcześniej czy później, ale najbardziej bolało mnie to ze ostatnie słowa jakie ode mnie usłyszał brzmiały „nienawidzę cię”, a to nie była prawda. Ja go kochałam, kocham i będę kochać już zawsze. Co będę robić dalej? Nie wiem, nie mam pojęcia, czy będę robić cokolwiek, ale chcę, chcę wstać, wyjść, iść, szukać szczęścia. Wiem że on by tego chciał, chciał dla mnie zawsze jak najlepiej, przy nim byłam najszczęśliwsza i tak jak powiedział będzie mnie kochał wiecznie, a ja jego. To daje mi siłę, ta siła to jego miłość. Kiedyś może go spotkam, gdzieś daleko, wtedy mu podziękuje za ta miłość i za tą siłę, dzięki której potrafiłam żyć dalej. 




Przepraszam za poślizg, miał być wcześniej ale wyszło inaczej. Jeszcze raz przepraszam :/ Pierwszy raz napisałam imagin o takiej tematyce i myślę że nawet mi wyszedł. Ale nie wiem, o gustach się nie dyskutuje. W każdym razie już trochę późno więc dobranoc i do następnego :D /Paula 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz